cbigicie-bez-rozjasnienia

Drukująca kula

Dürer wycinał cienie w desce czarnymi liniami. Bewick rytował światła w klocku białymi liniami. A we mnie zaczęła się rozwijać idea druku z kuli. Wkrótce trzymałem w dłoniach już własną, wytoczoną brzozową kulę. Ważyła ona dziewięć i pół kilograma. Przyniosłem ją do pracowni – drzeworytni, odstawiłem do kąta i dalej snułem swoją wizję. Trwało to trzy lata.

drzeworyt Dürera
drzeworyt Dürera

drzeworyt Bewicka
drzeworyt Bewicka

drzeworyty Dürera i Bewicka / woodcuts by Dürer and Bewick

Jeszcze przed wykonaniem pierwszych cięć na kuli, podglądałem jak przylega jej powierzchnia do płaszczyzny. Przecież nie mogłem sobie wyobrazić, jakie ta realizacja przybierze kształty. Czułem, jakbym kreślił perspektywę bez linii horyzontu. W dużym stopniu, jak później zobaczyłem, na ideę drukowania z drewnianej kuli miały wpływ: moja fascynacja nieeuklidesową geometrią, przestrzenią bez prostych oraz pobyt na Helu w 1991 roku.

Mieszkałem w domu położonym w najwęższym miejscu na Półwyspie Helskim. Na plażę chodziłem dróżką przy cmentarzu. Opalając się na wydmie widziałem po prawej stronie morze, a po lewej rząd krzyży, tor, asfaltową drogę i brzeg zatoki. Rok później napisałem wiersz.

..najwęższe miejsce na Helu
morze cmentarz morze
leżą spoczywają leżą
Bałtyk piach zatoka
opalone ciała
cynowe figurki Zbawiciela
przeciwsłoneczne okulary
,,św. pamięci”
daleko od brzegu żółty czepek
dzień miesiąc rok
piłka plażowa
i klatki piersiowej róż
Za horyzontem jest znowu ląd
i tak w skończoność
Widok tej mierzei spowodował
sprowokował przyniósł
ideę obrazu
który wynikał z kuli
Wytoczyłem drewnianą kulę
wyciąłem akty dziewcząt
wyginających się ku słońcu
nałożyłem farbę wałkiem
i puściłem na bibułę
W układzie słonecznym
przybyła jeszcze jedna planeta…

Zdecydowałem się wybrać to, co mnie wtedy otaczało, a więc opalające się dziewczęta w skąpych kostiumach. Wyśmienity materiał do rysunku aktu. Od samego rana szkicowałem ukryty w leju plaży. Nieświadomie pozowały. Upłynęły trzy dni i miałem tekę rysunków. Po przyjeądzie do drzeworytni, pokryłem kulę rysunkami. Małe rysunki dziewcząt w miarę wycinania, utworzyły rozległą mapę górskich szlaków, jak na ukształtowanej przestrzennie mapie. Między liniami rysunków pojawiły się doliny, wybrane dłutem i ryte rylcem.

Tak więc ująłem kulę pokrytą farbą i… nie wiedziałem, czy istota druku z kuli polegać ma na żywiołowym turlaniu, czy na toczeniu według rysunków? Przyjąłem więc porządek drukując kolejno z górnego bieguna, równika, cmentarza. Następnie zacząłem łączyć obszary, pamiętając przy tym, aby opalające się dziewczyny z plaży górnego bieguna, nie przestraszyły się tych z dolnego.

nowicki-kula

Tańczyłem z matrycą po bibule, całym ciałem w rytmie mi do tej pory nie znanym. Między mną, kulą i powstającą na dużym arkuszu odbitką narastała więź. Ja, nie chcę tańczyć tylko na jednej nodze. Pragnę czuć rytm druku całym sobą. Nie mogę być maszyną poligraficzną. Chcę przemieszczać się w czasoprzestrzeni powstającego obrazu. Z kuli nie można od razu wydrukować obrazu.

Wykonałem wiele prób drukowania: tocząc, turlając, okręcając, bujając, popychając, dotykając bibuły, zmieniając przy tym miękkość podłoża. Moje dziewczyny koncentrowałem, zagęszczałem, nawarstwiałem w skupiska, z których toczyłem kulę ku brzegom bibuły, na krawędzie świata, jakim jest drzeworyt. A one wyrywały się, odlatywały, walczyły i wracały w końcu po spiralach na swoje plaże, cmentarze. Za chwilę… ponownie wyruszały, szukając w białej przestrzeni: barwnych nitek, szkiełek, koralików; i raz jeszcze wracały.

Zacząłem dostrzegać nieznany mi wcześniej ruch i rytm, który nawarstwiał się między kulą a bibułą. Popełniałem jeszcze błędy i odbitki straszyły kleksami, ale wiedziałem, że udało mi się wyciąć matrycę bez krawędzi, bez granic, i tym samym wprowadzić drzeworyt w przestrzeń, gdzie stempel czy pieczęć tracą swoją sztampę a czas drukowania staje się kreacją, a nie jak dotąd powielaniem.

Ideaokladka

I bent down, and I touched a wooden ball – one of the four legs of an old wardrobe.  Its polished face awed me – a woodcutter, and I think that was when I first started thinking about disturbing this peaceful surface with a chisel – making a woodcut on the surface of the ball, contradicting a millenial method of printing off a flat surface, going against everyone and everything – just like Thomas Bewick, who rejected the traditional method of illustrating the shadows of objects by using crossing lines, like Albrecht Dürer, and started using parallel lines which resulted in a grayish-silverish shine on the woodcut print, unknown until then.

Dürer would cut shadows in a plank (with black lines). Bewick would engrave lights in a block (with white lines). I started developing the idea of printing off a ball.  In my thoughts I had said „good-bye” to straight, parallel and perpendicular lines and welcomed the curved, the oval and the spiral ones. Soon I was holding my own crafted from birch ball.  I brought it to my workshop, set it aside and continued to spin my vision.  It took three years.

After creating, my wooden ball weighed twenty one pounds.  Before making the first cuts  I watched how its surface adjoined the plane.  After all I couldn´t imagine what shape this realization would take.  I felt as if I were drawing a perspective without a horizon.

As I later realized, my idea of printing from a wooden ball came in part from my fascination with non-Euclidean geometry and with a space  without line. I was also influenced by my stay in Hel in 1991.

Poem

I lived in a house located in the narrowest part of the Hel Peninsula.  To get to the beach I would take a path by a graveyard.  While sunbathing on the dune I was able to see the Baltic Sea on my right and a row of crosses, a railroad, a street, and a bay shore on my left.  A year later I wrote this poem.

…the narrowest point of Hel
a sea a graveyard a sea
lie rest lie
the Baltic the sands the bay
tanned bodies
tin figures of the Savior
sunglasses
„rest in peace”
far away from the shore a yellow swim cap
a day a month a year
a beach ball
and a rouge of a chest
Past the horizon there is land again
and back in the finiteness
A sight of a sand bar
caused provoked brought
an idea of a picture
that resulted from a ball
I had made the wooden ball
cut out the acts of the girls
stretching to the sun
put the paint on with a roller
and set it free on to the paper
To our solar system
another planet was added…

Theme

I decided to choose what was in my surroundings at the time: sunbathing girls in tiny bikinis.  Excellent material for a nude. I started drawing early in the morning from a hollow I made in the sand.  They were posing unknowingly.  Three days had passed by, and I had a briefcase full of drawings. As the entire process of cutting progressed, the small sketches of the girls appeared as a broad map of mountain trails, as in a three-dimensional map.  Between the lines of the drawings I could see valleys, made with a burin and a graver.

Print

I picked up the ball covered with paint, and… I didn´t know whether the idea of printing with a sphere was to vigorously roll it in any direction or to follow the pictures?  I decided to print in order beginning from the upper pole, through the equator to the graveyard.  I then started to connect different areas making sure that the girls from the beach of the upper pole don´t get scared by the ones from the graveyard.

Dance

I was dancing with the sphere on the blotting paper with my whole body to an unknown rhythm.  A close connection was growing between me, the ball, and the forming print. I don´t want to dance on one foot only.  I want to feel the rhythm of the print with my whole self.  I must not be just a printing machine.  I want to be able to travel through the space-time of the evolving picture. It´s impossible to make prints off of a sphere right away, unlike off the Bewick´s block or Dürer´s plank.  Dürer and Bewick were making stamps with their stamps, and I was dancing with mine.

A person looking at my print will have no idea what the ball looks like.  Although after a while he or she will realize that the print was not made off of a plank or a block.

Similarly, a person doesn´t know what the matrix of, for instance, a  laser printer looks like.  Is it a beam of a laser?  Is it the end of a beam that burns black ashes on the paper? Or is it a memory of a digital machine?

Flight

I concentrated my girls, crowded, layered in clusters from which I pointed my ball towards the edges of the blotting paper, toward the end of the world of the woodcutting. And they would try to escape, try to fly away, fight, and at the end come back to their beaches and graveyards.  Then they marched off again, looking in a white space for colorful threads, crystals, and beads, and then they would come back again.

I started to notice a movement and rhythm, which was growing between the sphere and the paper. I was still making mistakes, and the trial prints were filled with blots, but I knew I was able to create a matrix without edges and boundaries and at the same time to lead woodcutting in the space without parallel and perpendicular lines, where a pattern, a stamp, a jig, a seal lose their clichč, and the time of printing itself becomes a creation as opposed to plain copying.

translated by: Renata Szopa
proofreading of English version: Mary Ellen Young
edited by: Grażyna Zarzycka